środa, 13 maja 2015

Chapter 7

                                                                  ***
W drodze do restauracji myślę tylko o Bradley'u
Sabine zostawia samochód parkingowemu i ruszamy do restauracji. Sekundę później , kiedy widzę wielkie wykładane marmurem foyer , ogromne kwiatowe dekoracje i niesamowity ocean tuż za oknem. Takie miejsce , w które zabiera się raczek chłopaka , a nie mrukliwą bratanicę.
Hostessa prowadzi nas do nakrytego obrusem stołu przystrojonego migającymi świecami oraz solniczką i pieprzniczką , które wyglądają jak małe srebrzyste kamienie. Kiedy zajmuję miejsce i rozglądam się po sali , nie mogę uwierzyć , jak bardzo jest tu elegancko. Zwłaszcza w porównaniu z restauracjami , do których zwykle chadzam.
Gdy tylko ta ostatnia myśl przechodzi mi przez głowę , hamuję się. Nie ma sensu oglądać zdjęcia "przed" i "po" ani przeglądać w moim mózgu stron "jak wyglądało kiedyś życie". Choć oczywiście w obecności Sabine czasem trudno mi  nie czynić porównań. Jest siostrą bliźniaczką mojego taty , wciąż mi o nim przypomina.
Sabine zamawia dla siebie czerwone wino , dla mnie wodę i razem przeglądamy karty , decydując się , co zamówić. Kiedy nasza kelnerka znika z zamówieniem, Sabine zakłada półdługie blond włosy za ucho , uśmiecha się ciepło i pyta:
- Jak tam twoje sprawy ? Szkoła ? Znajomi? W porządku ? - kocham ciotkę , nie zrozumcie mnie źle  - i jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiła. Ale to , że potrafi radzić sobie z dwunastoosobową ławą przysięgłych , wcale nie oznacza , że umie prowadzić rozmowy o niczym. Spoglądam więc na nią i odpowiadam :
- Tak , w porządku.
No dobrze , może sama też jestem w tym dobra. Sabine kładzie rękę na moim ramieniu , chcąc dodać coś jeszcze , ale zanim zdąży otworzyć usta , ja zrywam się z krzesła.
- Zaraz wrócę - mamroczę , prawie potykając się o dywan i biegnę - jak mi się zdaje - w stronę wejścia , nie zatrzymując się ani na chwilę . Po drodze ocieram się o kelnerkę , która rzuca mi przelotne spojrzenie i wiem już ,że wątpi , iż zdążę pobiec długim korytarzem i wrócić na czas.
Ruszam w kierunku , w którym nieświadomie mnie posyła i mijam po drodze korytarz pełen luster : wielkich , oprawionych w złoto luster , powieszonych w rzędzie. A jako , że dziś piątek w restauracji pełno jest gości.
Chwiejnym krokiem wchodzę do łazienki , łapię za krawędź marmurowej umywalki i próbuję złapać oddech. Ze wszystkich sił staram się skoncentrować na nakrapianych orchideach , perfumowanych mydłach i stosie mięciutkich ręczników leżących na wielkiej porcelanowej tacy. Powoli się uspokajam i odzyskuję równowagę. Przeczesuję dłonią włosy , poprawiam błyszczyk i wracam do stolika , zdecydowana spróbować jeszcze raz i poprawić ciotce humor.
Siadam na krześle , popijam łyk wody i uśmiecham się.
- Wszystko w porządku , naprawdę - kiwam jeszcze potakująco głową i dodaję - Powiedz , co ciekawego wydarzyło się u ciebie w pracy ? Masz w biurze jakichś fajnych facetów ?
                                                                     
                                                                        ***
Po kolacji czekam przed restauracją na Sabine , która stoi w kolejce , aby zapłacić za parking. Jestem tak zaabsorbowana oglądaniem rozgrywającego się przed moimi oczami dramatu między chłopakiem , a dziewczyną , że dosłownie podskakuję przestraszona , kiedy ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
- O, cześć - moje ciało zaczyna płonąć i drżeć , kiedy tylko nasze oczy się spotykają.
- Cudownie wyglądasz - odzywa się Bradley , omiatając spojrzeniem moją sylwetkę , sukienkę , buty i znów spoglądając mi w oczy. - Ledwie cię poznałem bez kaptura. - uśmiecha się.
- Smakowała ci kolacja ?
Kiwam głową , ale jestem tak zdenerwowana , że udaje mi się to tylko jakimś cudem.
- Widziałem cię w holu. Chciałem się przywitać, ale wyglądało na to , że bardzo się śpieszysz.
Patrzę na Bradley'a , zastanawiając się , co tu robi - sam , w piątkowy wieczór , w tak snobistycznym miejscu. Ubrany w ciemną marynarkę , czarną koszulę rozpiętą pod szyją , modne dżinsy i swoje ulubione buty - strój , który zdaje mi się nieco zbyt wyszukany na chłopaka , w jego wieku , a jednak Bradley wygląda doskonale.
- Mam gościa spoza miasta - dodaje , odpowiadając na pytanie , którego nie zadałam. I kiedy zastanawiam się , co powiedzieć , pojawia się Sabine. Przedstawiam ich sobie , jąkając się niemiłosiernie:
- Hm , Bradley i ja chodzimy razem do szkoły.
To właśnie Bradley sprawia , że pocą mi się dłonie , a żołądek zwija się w supeł i właściwie ostatnio myślę o nim...
- Właśnie przeniósł się tutaj z Birmingham - dodaję z nadzieją , że zaraz podjedzie nasz samochód.
- Och , słyszałam , że to piękne miasto. Zawsze chciałam tam pojechać.
- Sabine jest prawniczką , dużo pracuje - mamroczę pod nosem , wpatrując się intensywnie w kierunek , z którego powinien nadjechać samochód , za dziesięć...dziewięć...osiem..siedem..
- Jedziemy do domu , ale może się z nami zabierzesz ? Zapraszamy - proponuje właśnie ciotka.
Gapię się na nią w panice , nie wiedząc jak mogłam tego nie przewidzieć. Potem spoglądam na Bradley'a , modląc się , by odmówił.
- Dzięki , ale muszę wracać - odpowiada
Wskazuje kciukiem przez ramię i mój wzrok podąża w tym kierunku , zatrzymując się na pewnej nieziemsko pięknej rudowłosej kobiecie w obcisłej sukience i sandałkach na szpilce.
Nieznajoma uśmiecha się do mnie , ale bynajmniej nie uprzejmie. To tylko lekkie wygięcie pomalowanych na różowo ust - jednak spojrzenie ma dziwne odległe , nieobecne, tajemnicze.  W wyrazie jej twarzy , ułożeniu podbródka jest coś złośliwego , jakby widok mnie i Bradley'a wydał się jej zabawny.
Odwracam się , by spojrzeć Bradley'owi w twarz i widzę ją nagle niebezpiecznie blisko swojej - dostrzegam jego rozchylone wilgotne usta. Bradley lekko muska mój policzek. Chwilę później stoję tam sama , a on odchodzi do swojej dziewczyny.
Dopiero później , kiedy już siedzę sama w swoim pokoju , dociera do mnie co się stało.
_________________________________________________________________________________

Nareszcie jest 7 rozdział , heh namęczyłam się nad nim trochę , ale czego nie robi się dla tak wspaniałych czytelniczek lub czytelników :D
Jak rozdział ? Podoba się czy nie ?
Przyjmę wszystkie uwagi te miłe i te mniej miłe..
17 komentarzy - 8 rozdział 
Pozdrawiam :* 

piątek, 3 kwietnia 2015

Chapter 6

Mimo że ja i Bradley chodzimy razem na dwa kursy , siedzimy koło siebie na angielskim. Dlatego dopiero pod koniec plastyki , kiedy zebrałam już swoje rzeczy i kieruję się w stronę drzwi , ma okazję do mnie podejść.
Podbiega bliżej , przytrzymuje drzwi , a ja prześlizguje się obok ze wzrokiem wbitym w zimie i zastanawiam , jak mam odwołać dzisiejsze zaproszenie.
-Twoi znajomi proponowali , bym zajrzał do was wieczorem- odzywa się Brad , dopasowując krok mojego - ale niestety mi się nie uda.
- Och! - Tak bardzo mnie zaskoczył , że nie potrafię ukryć radości - Naprawdę ? Nawet na chwilę? - Staram się , by mój głos zabrzmiał trochę milej , bardziej przyjaźnie , jakbym naprawdę czekała na jego wizytę , choć i tak nie mogę nic zmienić.
-Nawet na chwilę. Do zobaczenia w poniedziałek. - rzuca, przyśpiesza kroku i rusza w kierunku swego auta , zaparkowanego w czerwonej strefie , którego silnik - nie wiem jakim cudem - już pracuje.
Gdy dochodzę do mojego auta , Connor już tam czeka ze skrzyżowanymi w obronnym geście rękami , przymrużonymi oczami i wyraźną irytacją oraz krzywym uśmieszkiem.
-Lepiej mi powiedz , o czym rozmawialiście , bo na nic dobrego mi to nie wyglądało - mówi , kiedy otwieram drzwi od swojej strony.
- Nie może przyjść wieczorem - Wzruszam ramionami , zerkam przez ramię i wrzucam wsteczny bieg.
- Ale co takiego powiedział , że nie może przyjść? - Connor wpatruje się we mnie.
- Nic.
Krzywy uśmiech jeszcze bardziej się krzywi.
- Serio, to nie mnie obarczaj winą za zepsuty wieczór. - Wyjeżdżam z parkingu na ulicę , ale kiedy czuję na sobie wzrok Connor'a , pytam: - No co ?
- Nic. - Podnosi brwi i wygląda przez okno. A po chwili spogląda na mnie i mówi : - Dobra, tylko obiecaj, że się nie wściekniesz.
Zamykam oczy i wzdycham. No i zaczynamy.
- Chodzi o to , że....Kompletnie cię nie rozumiem. Nie potrafię rozgryźć ciebie i tego, co robisz.
Nabieram powietrza , ale wolę nie odpowiadać. Głównie dlatego , że to mogłoby tylko pogorszyć sprawę.
- Po pierwsze , jesteś przecież absolutnie piękna, cudowna , oszałamiająca - tak mi się przynajmniej zdaje , bo trochę trudno to ocenić , gdy bezustannie skrywasz się pod paskudnymi bezpłciowymi bluzami. Przykro mi , Marianne , że to ja muszę ci to powiedzieć , ale cały twój image jest iście tragiczny , jakbyś chciała udawać bezdomnego. Głupio, że akurat ja będę posłańcem złych wiadomości , jednak umyślnie unikanie super przystojnego nowego chłopaka , któremu tak bardzo się podobasz , jest totalnie bez sensu.
Connor robi znaczącą pauzę , patrząc na mnie zachęcająco , ale ja czekam na to , co nastąpi za chwilę.
- Naturalnie, chyba że jesteś homo.
Skręcam w prawo , oddycham z ulgą .
- Bo wiesz , jeśli tak jest ,to wszystko w porządku - mówi Con. - śmieje się nerwowo jakbyśmy po raz pierwszy wchodzili w zakazane tematy.
Ale ja tylko kręcę głową i naciskam hamulec.
- To , że nie interesuję się Bradley'em , nie oznacza wcale , że jestem homo - mówię tonem nieco ostrzejszym , niżbym chciała.
- Wyobraź sobie , że ładna buzia czasem nie wystarczy , potrzeba czegoś jeszcze
Na przykład elektryzującego dotyku , głębokiego spojrzenia i uwodzicielskiego głosu , który ucisza wszystko dookoła..
- Chodzi o Penelope ? - Con nie wierzy w moją historyjkę.
- Nie. - Trzymam mocno kierownicę i wpatruje się w sygnalizator , marząc aby światło szybko zmieniło się na zielone, żebym mogła wysadzić Connor'a  i mieć z głowy tą rozmowę.
Ale od razu wiem , że odpowiedziałam zbyt gorliwie , gdyż Con zaczyna od nowa:
- Ha ! Wiedziałem! Wiedziałem , że chodzi o Penelope - bo zaklepała go pierwsza. Nie mogę uwierzyć , że dałaś się tak wykołować. Czy do ciebie w ogóle dociera , że tracisz szansę na swój pierwszy raz z najfajniejszym facetem w szkole , a może na całej planecie , tylko dlatego , że Penelope sobie go "zaklepała" ? 
- To śmieszne - mamroczę pod nosem. Kręcę głową , wjeżdżam w ulicę , przy której mieszka Connor , potem na jego podjazd i parkuję.
- A co? Nie jesteś dziewicą ? - Con wyraźnie bawi moja katorga - Coś przede mną ukrywasz ?
Rozbawił mnie tak , że nie potrafię już opanować śmiechu. Con patrzy na mnie przez chwilę , a potem bierze plecak i rusza do domu. Na chwilę jeszcze odwraca się i mówi ;
- Mam nadzieję , że Penelope doceni , jaką ma dobrą przyjaciółkę.


                                                                          ***


Koniec końców piątkowy wieczór został odwołany. No , może nie sam wieczór , tylko nasze plany. Po części dlatego , że młodszy brat Penelope , Austin nagle się rozchorował i tylko ona mogła się nim zająć , apo części z powodu taty Connor'a , który zaciągnął syna na mecz footbolowy i zmusił go , by włożył klubową koszulkę i zachowywał się jak prawdziwy kibic. A kiedy Sabine dowiedziała się , że siedzę sama w domu , ofiarowała się , że wróci wcześniej z pracy i zabierze mnie na kolację.
Wiedząc , że ciotka nie przepada za moimi bluzami i dżinsami , postanowiłam jakoś się odwdzięczyć za to wszystko , co dla mnie zrobiła i sprawić jej przyjemność . Włożyłam ładną czarną sukienkę , którą niedawno mi kupoiła , buty na obcasie , które miały pasować do stroju , a nawet pomalowałam usta błyszczykiem. Przełożyłam rzeczy ze szkolnego plecaka do małej torebki i zamieniłam kucyk na opadające fale.


____________________________________________________________________

Co sądzicie o tym rozdziale ? Bo mi osobiście się on nie podoba , poza tym nie miałam weny. 

13 komentarzy - 7 rozdział ;) 

KOMENTUJCIE ! KOMENTUJCIE! KOMENTUJCIE! 

sobota, 14 lutego 2015

Chapter 5

                                                                      ***

Kiedy siadam przy stoliku w kafeterii , Penelope i Connor już jedzą lunch. Niestety , obok nich usadowił się także Bradley  , więc od razu mam ochotę uciec w przeciwnym kierunku.
-Możesz się do nas dosiąść , ale musisz obiecać , że nie będziesz gapić się na nowego - śmieje się Con. - Bardzo niegrzecznie jest tak się gapić. Nikt nigdy ci tego nie powiedział ? 
Wzdycham nonszalancko i siadam na ławce obok Connor'a ,  bardzo zdeterminowana , by pokazać , jak bardzo jest mi obojętna obecność Bradley'a.
-Wychowałam się w dżungli , musisz mnie zrozumieć. - Wzruszam ramionami i zajmuję się rozpakowywaniem kanapek.
-A mnie wychowali drag queen i pisarka romansów - oznajmia Con , sięgając ręką , by ukraść cukierek z czubka przedhalloweenowej babeczki Penelope.
-Przykro mi , kochany , ale to nie ciebie , tylko Chandlera z przyjaciół - śmieje się Penelope. - Za to mnie wychował sabat czarownic. Byłam piękną księżniczką wampirzycą , kochaną , czczoną i podziwianą  przez wszystkich. Mieszkałam w przepięknym , gotyckim zamku i nie mam pojęcia , jak to się stało , że wylądowałam w tym paskudnym budynku z bandą palantów. A ty gdzie się wychowałeś ? - kiwa głową na Bradley'a. Bradley popija sok jabłkowy i patrzy na nas odpowiadając:
-W Birmingham.- mówi chłopak , a nasza trójka tylko przytakuje głowami. Czuję na sobie spojrzenia Bradley'a - ciepłe , intensywne , zapraszające do rozmowy - i robię się tak zestresowana , że pocą mi się dłonie , a butelka wypada z rąk. Tak szybko , że nie udaje mi się jej złapać , tylko czekam , aż płyn rozleje się po stole. Jednak zanim tak się staje , Bradley chwyta butelkę i podaje mi ją , Siedzę nieruchomo jak słup soli , unikając jego oczu.  
                                              
                                                               ***
                                                                                                                            
                                                                                                                      
Connor wypytuje Bradley'a o Birmingham , a Penelope przysuwa się tak blisko niego , że właśnie siada mu na kolanach. Biorę głęboki oddech , kończę lunch i staram się uwierzyć , że to wszystko mi się przewidziało.Kiedy nareszcie słychać dzwonek , zbieramy nasze rzeczy i wracamy do klasy. Od razu , gdy tylko Bradley się nieco oddala , pytam przyjaciół:
-Jak to się stało , że usiadł z wami ? Aż krzywię się na dźwięk własnego zirytowanego , oskarżycielskiego tonu.
-Chciał sobie usiąść w cieniu , więc zaproponowaliśmy mu wolne miejsce.  Con wzrusza ramionami , wrzuca butelkę do kosza na plastikowe odpady i pierwszy rusza w stronę klasy.
-Nic zamierzonego , nie knuliśmy tylko po to , żeby cię zawstydzić. - mówi Con
-Ale mogłeś sobie darować ten komentarz o gapieniu się - zauważam , choć wiem , że to śmieszne i że robię się przewrażliwiona. Wolałabym nie mówić , co naprawdę myślę i nie denerwować przyjaciół dość oczywistym , ale niezbyt miłym pytaniem "Czemu taki facet ja Bradley trzyma się z nami? " Mówię poważnie. Mógł przecież wybierać spośród najfajniejszych dzieciaków w szkole , dołączyć do każdej paczki , czemu więc , na miłość boską , wolał siedzieć z nami. - trójką największych sierot ? 
-Uspokój się , przecież uznał to za dobry żart. - Con wcale się nie przejmuje. - Zresztą dzisiaj wieczorem wpadnie do ciebie , tak koło ósmej.
-Słucham? - Wpatruję się w niego i czekam na odpowiedź.
-Najwyraźniej Brad nie znosi piłki nożnej tak samo jak my , o czym przypadkiem dowiedzieliśmy się z krótkiego wywiadu przeprowadzonego przez pannę Penelope na chwilę przed twoim przyjściem. - Penelope uśmiecha się i dyga , a pokryte siatkowymi rajstopami kolana rozchodzą się na boki. - A skoro jest tu nowy i nie zna nikogo innego , pomyśleliśmy , że go przygarniemy i uniemożliwimy zawieranie nowych przyjaźni.
-Ale... - milknę ,nie wiedząc jak to ująć. Wiem tylko , że nie chcę , by Bradley do mnie przychodził , ani dziś wieczorem , ani nigdy.
-Wpadnę do was po ósmej - kontynuuje Penelope. - Moje spotkanie kończy się około siódmej , więc akurat zdążę pojechać do domu i się przebrać. I tak przy okazji rezerwuje sobie miejsce w jacuzzi koło Bradley'a ! Penelope nonszalancko macha ręką i wyprzedza nas w drodze do klasy. Odwracam się do Connora i pytam :
-Kto się dzisiaj spotyka ? Otwiera mi drzwi z szerokim uśmiechem.
-Nałogowe żarłoki.                                                                                                                                    
                                                                 ***

Penelope jest uzależniona od grupy wsparcia. Od kiedy ją poznałam - czyli od niedawna - zaliczyła już spotkania dwunastu kroków dla alkoholików , narkomanów , dłużników , hazardzistów , maniaków internetu , palaczy , seksoholików i osobników agresywnych. Ale z tego , co wiem , do obżartuchów wybiera się dziś po raz pierwszy. No i trudno uwierzyć , że przy jej wzroście modelki i ciele baleriny ktoś uzna , że jest ona nałogowym żarłokiem , co to , to nie. Oczywiście , nie jest też alkoholiczką , hazardzistką ani żadną z powyższych. Po prostu zajęci sobą rodzice Penelope zupełnie ją ignorują , dlatego szuka miłości i aprobaty wszędzie , gdzie pojawia się na nie jakakolwiek szansa. Na przykład cała ta sprawa z Gotami. Penelope niespecjalnie interesuje się ich subkulturą , co jest dość oczywiste , bo wciąż myli nazwy zespołów , a plakat Joy Division powiesiła w swoim pokoju n a jasnoróżowych ścianach. Penelope niedawno zauważyła , że najłatwiejszy sposób , aby wyróżnić się z tłumu słodkich blondynek idiotek , to zacząć ubierać się jak Księżniczka Ciemności. Tyle , że to niekoniecznie działa tak , jak się spodziewała. Pierwszy raz, kiedy mama Penelope zobaczyła ją ubraną w gocki strój , tylko westchnęła , chwyciła klucze do auta i pojechała na pilates. A ojciec był w domu tal krótko , że nawet nie zdążył się dobrze przyjrzeć. Młodszy brat Penelope , Austin na początku się przestraszył , ale potem szybko przyzwyczaił się.  A ponieważ większość uczniów w naszej szkole była świadkiem najróżniejszych dziwnych zachowań już w poprzednim roku , gdy towarzyszyły im kamery MTV , nikt nie zwrócił specjalnej uwagi na przebraną Penelope . Ja jednak wiem , że pod tymi wszystkimi czaszkami , kolcami i czarnym makijażem kryje się dziewczyna , która chce tylko , aby ją dostrzegano, pokochano , wysłuchano jej i zwrócono na nią uwagę - a jej poprzednie wcielenia tego nie spowodowały. W swoim poprzednim życiu nie zadawałam się z dzieciakami takimi jak Penelope czy Connor , z dziwakami , kujonami i wytykani przez innych palcami. Należałam do grupy tych popularnych , w której wszyscy byli ładni , wysportowani , utalentowani , inteligentni , bogaci. Chodziłam na szkolne dyskoteki , miałam najlepszą przyjaciółkę Rachel , a nawet chłopaka. I choć nigdy nie byłam wredna dla tych , którzy do naszej paczki nie należeli , bynajmniej nie miałam zamiaru się z nimi kolegować. To po prostu były dzieciaki , z którymi nie miałam nic wspólnego , więc zachowywałam się , jakby stały się niewidzialne. Ale teraz ja także należę do "niewidzialnych".
 ________________________________________________________________________

Dobra skończyłam , nareszcie uhh.. Ja osobiście nie jestem w sumie zadowolona z tego rozdziału  , a jak wam się podoba?
Macie jakieś propozycje , które można wprowadzić do opowiadania ? Jeśli tak piszcie komentarze :)))
10 komentarzy - 6 rozdział 

piątek, 23 stycznia 2015

Chapter 4

Kiedy już się przebudziłam spoglądam na godzinę w telefonie , okazuje się że jest 7:40 , a ja nie jedząc śniadania w pośpiechu zbieram się do wyjścia do szkoły , schodzę na dół o mało nie przewracając się na schodach , zakładam buty na nogi i wychodzę z domu zamykając za sobą drzwi na klucz , wsiadam do auta i jadę po Connora , któremu zepsuł się samochód. Kiedy dojeżdżam pod dom Connora on z niecierpliwioną miną czeka na podjeździe , zgaduję że na mnie . Wsiada do samochodu rzucając ciche "cześć" ,całą drogę jedziemy w ciszy. Kiedy Con i ja docieramy do szkoły , Penelope już czeka na nas przy bramie , rozglądając się nerwowo po kampusie.
-Słuchajcie , za chwilę zacznie się lekcja , a Bradley'a ani śladu. Myślicie , że zrezygnował? - otwiera szeroko czarne oczy.
-Czemu miałby zrezygnować ? Przecież dopiero zaczął szkołę - zauważam. Zmierzam w stronę swojej szafki , a Penelope podskakuje obok. Grube gumowe podeszwy jej glanów głucho odbijają się na chodnikowych płytach.
-Hm , może dlatego , że jesteśmy niewarci jego uwagi ? Bo jest tak cudowny , że aż nieprawdziwy ? -mówi Penelope.
A Con jakby nigdy nic szczęśliwy mówi złośliwie:
-Penelope czy ty aby nie zakochałaś się w Bradley'u -mówi
 -Nie , znaczy może no od robine , dobra tak zakochałam się w nim , ale pamiętajcie ja go sobie zaklepuje - mówi cała zaczerwieniona na buzi.
Kręcę głową i próbuję otworzyć kłódkę , czując na plecach spojrzenie Penelope. Zamykam szafkę i idę dalej korytarzem. Oddycham głęboko i patrzę na nich , myśląc że gdyby tylko nie byli moimi przyjaciółmi , wygarnęłabym im , jak bezsensownie się zachowują. W końcu od kiedy można sobie "zaklepać" drugą osobę ? Penelope mamrocze coś pod nosem , wbijając wzrok w jakiś punkt przede sobą.
Moje spojrzenie wędruje w to samo miejsce i widzę stojącego tam Bradley'a - jego lśniące ciemne włosy , przeszywające oczy , cudowne ciało i uprzejmy uśmiech , który sprawia , że moje serce na moment zamiera. Bradley przytrzymuje i mówi :
-Proszę ,Marianne.
W padam do klasy i rzucam się w stronę ławki , prawie potykając się o plecak , który Lauren postawiła na mojej drodze. Na twarz wypływają mi rumieńce. Kładę torbę na podłodze , wślizguje się na krzesło , podnoszę kaptur i włączam iPoda z nadzieją , że zagłuszę panujący dokoła hałas i zmniejszę znacznie tego , co się właśnie stało. Kiedy już zaczynam się uspokajać , moje ciało przeszywa nagle przerażający dreszcz - jakby przepłynął przez nie prąd , wdarł się w żyły i każdą komórkę wprawił w drżenie. A to dlatego , że Bradley dotknął mojej dłoni. Zwykle trudno mnie zaskoczyć. Ale kiedy podnoszę wzrok ze swojej dłoni na twarz Bradley'a , on tylko uśmiecha się i mówi :
-Chciałem ci to oddać - i podaje mi mi Wichrowe Wzgórza
Chociaż wiem , że pewnie zabrzmi to jak zupełne wariactwo , kiedy słyszę jego głos , wszystkie inne dźwięki w klasie znikają. Jakby jeszcze przed chwilą wypełniały ją tysiące głosów , a teraz ktoś wyłączył zasilanie. Zdając sobie sprawę , że to zupełnie bez sensu , kręcę głową i pytam :
-Jesteś pewien , że nie chcesz jeszcze poczytać ? Bo ja już jej nie potrzebuję , znam zakończenie.- Bradley zabiera dłoń , ale ja jeszcze przez dłuższą chwilę cała drżę.
-Ja też je znam - mówi , patrząc na mnie w tak intensywny , natarczywy , wręcz intymny sposób , że szybko odwracam wzrok. I kiedy mam zamiar włożyć do uszu słuchawki , by uciszyć złośliwe komentarze Lauren , które wciąż słyszę , Bradley ponownie dotyka mojej dłoni i pyta :
-Czego słuchasz ?
I wtedy znów wszystkie głosy cichną. Przez tych kilka sekund naprawdę nie słyszę żadnych swoich myśli , zduszonych szeptów - nic , tylko jego ciepły , przyjazny głos. Kiedy poczułam to poprzednio , zdawało mi się , że mam halucynacje , ale tym razem wiem , że to naprawdę się dzieje . Bo przecież ludzie wokół wciąż rozmawiają , myślą i robią to , co zwykle , ale wszystko blokuje dźwięk głodu Bradley'a. Zerkam w bok , czując jak po moim ciele rozchodzi się elektryzujące ciepło , ale zupełnie nie wiem , co je wywołuje. Przecież wiele razy przedtem ktoś dotykał mojej dłoni , a jednak podobne wrażenia są mi całkiem obce.
-Pytam , czego słuchasz. - Bradley uśmiecha się. Wiem , że wyłącznie do mnie i znów oblewa mnie rumieniec.
-Co? Hm , to taki zespół Arctic Monkeys , wątpię żebyś znał
-Żartujesz uwielbiam ten zespół - mówi z wielkim uśmiechem na twarzy 
Kiedy chce jeszcze coś powiedzieć do klasy wchodzi nasza nauczycielka. Bradley opiera się na krześle , a ja wzdycham głęboko , zdejmując kaptur i znów słyszę znajome szepty moich kolegów z klasy - sfrustrowanych , gniewnych , zestresowanych i niezadowolonych z siebie.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam was wszystkich za tak długą nieobecność na blogu ale szkoła , nauka te sprawy . Teraz mam ferie trochę wolnego , więc szykują się nowe rozdziały 

A tak w ogóle podoba się rozdział ?

Wiem , że tego bloga czyta wiele osób , komentujcie nie bójcie się/ nie wstydźcie.Dla was to tylko chwila , a dla mnie to dalsza motywacja do tego by pisać więcej i jeszcze więcej.

Pozdrawiam :* 

8 komentarzy - 5 rozdział 

sobota, 3 stycznia 2015

Chapter 3

-Marianne , hallo! Już możesz się obudzić. Proszę. - Penelope odwraca się do Bradley'a i śmieje się nerwowo. -Przepraszam za koleżankę , ona czasami tak ma.-mówi
Oczywiście wiem , że muszę przestać. Natychmiast muszę przestać. Ale oczy Bradley'a wciąż się we mnie wpatrują , a ich kolor robi się coraz głębszy , w miarę jak usta układają się w uśmiech. Tyle , że to nie jego boskie ciało tak mnie zahipnotyzowało , tylko jego piękne , wciągające oczy.
-Marianne , prawda ? - odzywa się Bradley , a jego twarz rozświetla się uśmiechem , odsłaniając idealnie białe i równe zęby. Stoję jak słup soli , próbując oderwać się od jego wzroku , a Penelope znów zaczyna znacząco chrząkać. Przypominając sobie , jak bardzo nie lubi , gdy się ją ignoruję , w skazuję ich sobie nawzajem dłonią i odzywam się:
-Rany , przepraszam ! Penelope to jest Bradley , Bradley to jest Penelope- gestykuluję , ale nie przymykam oczu nawet na chwilę. Bradley zerka na Penelope  , kiwa głową i znów zwraca się do mnie.
-Mogę cię o coś poprosić ? - uśmiecha się - Pożyczysz mi swój egzemplarz Wichrowym Wzgórz ?
Sięgam do plecaka , wyciągam poniszczoną książkę i trzymając końcami palców , podaję Bradley'owi .Dopiero kiedy Bradley wrzuca lekturę na siedzenie , zakłada okulary i mówi : "Dzięki, do jutra" - zdaję sobie sprawę , że oprócz delikatnego dreszczu ekscytacji nic się nie stało. Zanim mam okazję się pożegnać on wyjeżdża z parkingu i znika.
-Bardzo cię przepraszam - wtrąca się Penelope kręcąc głową i siadając obok mnie w aucie -Ale kiedy mówiłam o gęsiej skórce i zawrotach głowy , nie chciałam wcale żeby ci się to przytrafiło. Marianne , co się w ogóle stało między wami ? Bo nagle zrobiło się strasznie dziwacznie , jakbyś na miejscu postradała zmysły i postanowiła od dziś prześladować biednego Bradley'a . Kurczę myślałam , że trzeba będzie biec po defibrylator.
Penelope nie przestaje gadać , paple przez całą drogę do domu. Nareszcie dojeżdżam do domu Penelope , ona żegnając się ze mną wysiada z samochodu , odjeżdżam z podjazdu przyjaciółki i jadę po ciężkim dniu do domu. Kiedy jestem pod swoim domem wysiadam biorąc plecak z siedzenia i udaję się do środka. Wchodzę do domu , wyjmuję z lodówki butelkę wody i od razu idę na górę , do swojego pokoju - nie muszę sprawdzać i tak wiem , że Sabine jest jeszcze w pracy. Sabine zawsze jest w pracy , co oznacza , że przez większość czasu mam ten wielki dom tylko dla siebie , mimo że i tak wolę siedzieć w sypialni. Szkoda mi Sabine. Głupio mi , że życie , na które tak ciężko pracowała , zmieniło się w jednej chwili , kiedy zwaliłam się jej na głowę . Ale jako , że mama była jedynaczką , a moi dziadkowie umarli , zanim skończyłam 2 lata , Sabine nie miała właściwie wyjścia. Mogłam albo zamieszkać z nią - jedyną siostrą taty , na dodatek bliźniaczką - albo znaleźć się w rodzinie zastępczej i zostać tam do pełnoletności. I choć Sabine nic nie wie o wychowaniu dzieci , to jeszcze zanim wyszłam ze szpitala , zdążyła sprzedać swój luksusowy penthouse , kupić ten wielki dom i wynająć jednego z najlepszych dekoratorów wnętrz w hrabstwie , by urządził w nim pokój dla mnie. Rzecz jasna stoją tu normalne meble , takie jak łóżko , toaletka czy biurko , ale mam też plazmowy telewizor , wielgachną garderobę , łazienkę z jacuzzi i kabinę prysznicową , balkon z widokiem na ocean oraz własną bawialnie czy raczej pokój gier , w którym jest drugi plazmowy telewizor , barek , mikrofalówka , mini lodówka , zmywarka , wieża , sofy , stoliki , pufy do siedzenia - po prostu wszystko.
Dziwne - kiedyś oddałabym wszystko , by mieć właśnie taki pokój. A teraz oddałabym wszytko , by wrócić do "kiedyś". Wydaje mi się , że Sabine spędza tak wiele czasu z innymi prawnikami i biznesmenami , których reprezentuje jej firma , że naprawdę uwierzyła , iż wszystkie te rzeczy są koniecznością. Za to ja nigdy nie byłam pewna , czy ciotka nie ma dzieci , ponieważ cały czas pracuje i nie ma na nie czasu , czy po prostu nie spotkała jeszcze właściwego faceta , czy może nigdy nie chciała być matką...Albo wszystkie te przyczyny po trochu. Myślenie o tych wszystkich rzeczach zajęło mi dużo czasu , bo gdy spojrzałam na zegarek była już godzina 22. Więc postanowiłam się umyć , gdy wykonałam wszystkie czynności toaletowe ,poszłam położyć się  na łóżko i od razu usnęłam.




Jestem zawiedziona tym ,że jest tak mało komentarzy , a tyle wyświetleń na blogu , tyle osób czyta tego bloga ale nikt go nie komentuje , więc jestem zmuszona zrobić to :

5 komentarzy- 4 rozdział

środa, 31 grudnia 2014

New Year's Eve


Hej , ze względu na to , że jest dzisiaj sylwester, chcę wam złożyć życzenia więc wszystkim życzę szampańskiego sylwestra i zabawy do białego rana! Pozdrawiam , buziaki :* A już za 18 min. nowy rok =)




Chapter 2

Chwilę przed tym , gdy wchodzi pani Smith , zdejmuję kaptur , wyłączam muzykę i zaczynam udawać , że czytam coś w książce. Nawet nie podnosząc wzroku , kiedy pani Smith oznajmia :
-Moi drodzy , to jest Bradley Simpson. Właśnie przeniósł się tutaj z Birmingham. Bradley , zajmij proszę ,wolne miejsce z tyłu , obok Marianne.
-Cześć - Bradley siada na krześle obok , zrzucając przy okazji mój plecak.
Kiwam głową , nie podnosząc wzroku wyżej niż do jego czarnych krótkich martensów. Pani Smith prosi , abyśmy otworzyli książki na stronie 134 , co sprawia , że Bradley pochyla się między ławką i pyta :
-Mogę zerknąć ?
Milczę , obawiając się jego bliskości , ale przesuwam lekturę na środek , aż prawie spada z ławki. A kiedy Bradley przysuwa krzesło , jeszcze bardziej zmniejszając przestrzeń między nami , umykam na krawędź siedzenia. Śmieję się cicho , ale jako , że wciąż na niego nie spojrzałam , nie wiem , co ten śmiech oznacza, zdaje się miły. Schylam się jeszcze bardziej , podpierając dłonią policzek i spoglądam na zegar. Próbuję ignorować wszystkie nienawistne spojrzenia i złośliwe komentarze , które reszta klasy kieruje w moją stronę , typu : Czemu ten cudowny , seksowny , przystojny nowy chłopak , musi siedzieć koło tego dziwadła ?!  Wiem , że wszyscy uczniowie tak mówią. Tylko nie pani Smith , która prawie tak bardzo jak ja pragnie , by ta lekcja szybko się skończyła. Akurat gdy o tym myślę rozbrzmiewa dzwonek.Podczas lunchu wszyscy rozmawiają już wyłącznie o Bradley'u. Idąc do stolika słyszę rozmowy o Bradley'u , typu : Widziałaś tego nowego , Bradley'a ? -Jest boski - I taki seksowny - Podobno przyjechał z Birmingham -Nie, z Hiszpanii - Dobra ,nie ważne - Muszę zaprosić go na Bal Zimowy - Nawet go jeszcze nie poznałaś - Nie martw się , poznam.-Ja cię nie mogę ! Widziałaś tego nowego, Bradley'a ?-Penelope siada obok mnie
- Błagam , ty też ? - potrząsam głową i wgryzam się w jabłko.
-Na bank tak byś nie mówiła , gdyby zdarzyło ci się na niego choć raz spojrzeć - odpowiada , wyjmując waniliową babeczkę z różowej tektury i zlizują lukier z wierzchu.
-Gadacie o Bradley'u ? - wtrąca się Connor , siadając koło nas na ławce i opierając łokcie na stole. Patrzy się to na mnie , to na Penelope.
-Gadałem z nim przed chwilą i wydaję się spoko gościem - mówi Connor
Penelope zerka na niego , mrużąc czarne oczy i pyta :
-O czym gadaliście ? -dopytuję Penelope
-Nie wiedziałem , że interesuję cię ktoś poza Gotami - mówi złośliwie
-Hah , śmieszne - odpowiada Penelope
-Nie widziałaś go ? - Connor gapi się na mnie ściskając kanapkę . A ja wpatruję się w stół. Może po prostu powinnam skłamać ? Robią taką aferę , że to prawdopodobnie jedyne wyjście. Tyle , że nie potrafię to moi najlepsi przyjaciele. Jedyni przyjaciele. Siedziałam obok niego na angielskim- odzywam się w końcu - Musieliśmy korzystać z jednej książki. Ale nie przyjrzałam mu się zbyt dobrze.
- M u s i e l i ś m y ?-Penelope odrzuca włosy do tyłu , żeby lepiej spojrzeć na wariatkę , która odważyła się wypowiedzieć to słowo - Rany , to chyba było dla ciebie naprawdę przykre , pewnie bardzo cierpiałaś - wzdycha przesadnie - Nie wytrzymam ty naprawdę nie masz pojęcia , jaką jesteś szczęściarą. Zupełnie tego nie doceniasz.
-Jaki tytuł miała ta książka ? - Con zdaje myśleć , że ma to jakieś głębsze znaczenie
-"Wichrowe Wzgórza"- wzruszam ramionami , kładąc ogryzek na serwetce i zawijając jej rogi.
Nagle rozbrzmiewa dzwonek , żegnam się z przyjaciółmi i ruszam do klasy. Kiedy wchodzę do klasy zauważam , że Bradley jest nie tylko w mojej grupie na angielskim , ale również na plastyce , a na dodatek zaparkował koło mnie przed szkołą. I choć do tej pory udawało mi się patrzeć wyłącznie na jego buty , wiedziałam teraz , że okres ochronny dobiegł końca. Po skończonych lekcjach udaję się z Penelope do mojego samochodu.
-Kurka wodna , on tam jest ! Dokładnie obok nas ! - dziewczyna wydaje z siebie pisk - Tylko popatrz na tę brykę lśniąca beemka , przyciemnione szyby. Cudo , istne cudo.Dobra , powiem ci , co zrobimy . Otworzę drzwi od swojej strony , niechcący walnę w jego auto i w ten sposób będę miała wymówkę żeby zagadać - odwraca się do mnie , czekając aż coś powiem
-Nie zadrapiesz ani mojego samochodu , ani jego samochodu , ani żadnego innego samochodu- kręcę głową i wyjmuję kluczyki od samochodu .
-Dobra - zgadza się Penelope - Możesz deptać moje marzenia , wszystko mi jedno , ale zrób coś dla mnie i na niego spójrz ! A potem popatrz mi oczy i przysięgnij , że Bradley nie wywołuje u ciebie gęsiej skórki i zawrotów głowy. Z irytacją podnoszę wzrok do nieba i wciskam się między własne auto , a kiepsko zaparkowanego garbusa. Kiedy próbuję otworzyć drzwi , Penelope ściąga mi okulary przeciwsłoneczne i biegnie na drugą stronę , skąd bynajmniej nie subtelnymi gestami próbuje zmusić mnie , bym spojrzała na stojącego z tyłu Bradley'a . Robię to więc. Przecież nie mogę unikać go do końca życia . Wzdycham głęboko i podnoszę głowę. A to , co widzę , zapiera mi dech w piersiach  i prawie pozbawia przytomności. I chociaż Penelope zaczyna do mnie machać , gapić się znacząco i dawać wszystkie możliwe sygnały , nie potrafię przestać się na niego patrzeć . Pewnie , że bym chciała , bo wiem , że zachowuję się jak kompletna kretynka , ale nadzwyczaj w świecie nie mogę. Nie chodzi tylko o to , że Bradley jest niezaprzeczalnie przystojny . Chodzi o to , że kiedy na mnie patrzy , kiedy podnosi ciemne okulary i spogląda mi w twarz , widzę jego oczy, które  są głębokie i ciemne - otoczone rzęsami tak gęstymi , że zdają się być sztuczne. I te usta! Wydatne , doskonale ułożone w łuk Amora.