***
W drodze do restauracji myślę tylko o Bradley'u
Sabine zostawia samochód parkingowemu i ruszamy do restauracji. Sekundę później , kiedy widzę wielkie wykładane marmurem foyer , ogromne kwiatowe dekoracje i niesamowity ocean tuż za oknem. Takie miejsce , w które zabiera się raczek chłopaka , a nie mrukliwą bratanicę.
Hostessa prowadzi nas do nakrytego obrusem stołu przystrojonego migającymi świecami oraz solniczką i pieprzniczką , które wyglądają jak małe srebrzyste kamienie. Kiedy zajmuję miejsce i rozglądam się po sali , nie mogę uwierzyć , jak bardzo jest tu elegancko. Zwłaszcza w porównaniu z restauracjami , do których zwykle chadzam.
Gdy tylko ta ostatnia myśl przechodzi mi przez głowę , hamuję się. Nie ma sensu oglądać zdjęcia "przed" i "po" ani przeglądać w moim mózgu stron "jak wyglądało kiedyś życie". Choć oczywiście w obecności Sabine czasem trudno mi nie czynić porównań. Jest siostrą bliźniaczką mojego taty , wciąż mi o nim przypomina.
Sabine zamawia dla siebie czerwone wino , dla mnie wodę i razem przeglądamy karty , decydując się , co zamówić. Kiedy nasza kelnerka znika z zamówieniem, Sabine zakłada półdługie blond włosy za ucho , uśmiecha się ciepło i pyta:
- Jak tam twoje sprawy ? Szkoła ? Znajomi? W porządku ? - kocham ciotkę , nie zrozumcie mnie źle - i jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiła. Ale to , że potrafi radzić sobie z dwunastoosobową ławą przysięgłych , wcale nie oznacza , że umie prowadzić rozmowy o niczym. Spoglądam więc na nią i odpowiadam :
- Tak , w porządku.
No dobrze , może sama też jestem w tym dobra. Sabine kładzie rękę na moim ramieniu , chcąc dodać coś jeszcze , ale zanim zdąży otworzyć usta , ja zrywam się z krzesła.
- Zaraz wrócę - mamroczę , prawie potykając się o dywan i biegnę - jak mi się zdaje - w stronę wejścia , nie zatrzymując się ani na chwilę . Po drodze ocieram się o kelnerkę , która rzuca mi przelotne spojrzenie i wiem już ,że wątpi , iż zdążę pobiec długim korytarzem i wrócić na czas.
Ruszam w kierunku , w którym nieświadomie mnie posyła i mijam po drodze korytarz pełen luster : wielkich , oprawionych w złoto luster , powieszonych w rzędzie. A jako , że dziś piątek w restauracji pełno jest gości.
Chwiejnym krokiem wchodzę do łazienki , łapię za krawędź marmurowej umywalki i próbuję złapać oddech. Ze wszystkich sił staram się skoncentrować na nakrapianych orchideach , perfumowanych mydłach i stosie mięciutkich ręczników leżących na wielkiej porcelanowej tacy. Powoli się uspokajam i odzyskuję równowagę. Przeczesuję dłonią włosy , poprawiam błyszczyk i wracam do stolika , zdecydowana spróbować jeszcze raz i poprawić ciotce humor.
Siadam na krześle , popijam łyk wody i uśmiecham się.
- Wszystko w porządku , naprawdę - kiwam jeszcze potakująco głową i dodaję - Powiedz , co ciekawego wydarzyło się u ciebie w pracy ? Masz w biurze jakichś fajnych facetów ?
***
Po kolacji czekam przed restauracją na Sabine , która stoi w kolejce , aby zapłacić za parking. Jestem tak zaabsorbowana oglądaniem rozgrywającego się przed moimi oczami dramatu między chłopakiem , a dziewczyną , że dosłownie podskakuję przestraszona , kiedy ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
- O, cześć - moje ciało zaczyna płonąć i drżeć , kiedy tylko nasze oczy się spotykają.
- Cudownie wyglądasz - odzywa się Bradley , omiatając spojrzeniem moją sylwetkę , sukienkę , buty i znów spoglądając mi w oczy. - Ledwie cię poznałem bez kaptura. - uśmiecha się.
- Smakowała ci kolacja ?
Kiwam głową , ale jestem tak zdenerwowana , że udaje mi się to tylko jakimś cudem.
- Widziałem cię w holu. Chciałem się przywitać, ale wyglądało na to , że bardzo się śpieszysz.
Patrzę na Bradley'a , zastanawiając się , co tu robi - sam , w piątkowy wieczór , w tak snobistycznym miejscu. Ubrany w ciemną marynarkę , czarną koszulę rozpiętą pod szyją , modne dżinsy i swoje ulubione buty - strój , który zdaje mi się nieco zbyt wyszukany na chłopaka , w jego wieku , a jednak Bradley wygląda doskonale.
- Mam gościa spoza miasta - dodaje , odpowiadając na pytanie , którego nie zadałam. I kiedy zastanawiam się , co powiedzieć , pojawia się Sabine. Przedstawiam ich sobie , jąkając się niemiłosiernie:
- Hm , Bradley i ja chodzimy razem do szkoły.
To właśnie Bradley sprawia , że pocą mi się dłonie , a żołądek zwija się w supeł i właściwie ostatnio myślę o nim...
- Właśnie przeniósł się tutaj z Birmingham - dodaję z nadzieją , że zaraz podjedzie nasz samochód.
- Och , słyszałam , że to piękne miasto. Zawsze chciałam tam pojechać.
- Sabine jest prawniczką , dużo pracuje - mamroczę pod nosem , wpatrując się intensywnie w kierunek , z którego powinien nadjechać samochód , za dziesięć...dziewięć...osiem..siedem..
- Jedziemy do domu , ale może się z nami zabierzesz ? Zapraszamy - proponuje właśnie ciotka.
Gapię się na nią w panice , nie wiedząc jak mogłam tego nie przewidzieć. Potem spoglądam na Bradley'a , modląc się , by odmówił.
- Dzięki , ale muszę wracać - odpowiada
Wskazuje kciukiem przez ramię i mój wzrok podąża w tym kierunku , zatrzymując się na pewnej nieziemsko pięknej rudowłosej kobiecie w obcisłej sukience i sandałkach na szpilce.
Nieznajoma uśmiecha się do mnie , ale bynajmniej nie uprzejmie. To tylko lekkie wygięcie pomalowanych na różowo ust - jednak spojrzenie ma dziwne odległe , nieobecne, tajemnicze. W wyrazie jej twarzy , ułożeniu podbródka jest coś złośliwego , jakby widok mnie i Bradley'a wydał się jej zabawny.
Odwracam się , by spojrzeć Bradley'owi w twarz i widzę ją nagle niebezpiecznie blisko swojej - dostrzegam jego rozchylone wilgotne usta. Bradley lekko muska mój policzek. Chwilę później stoję tam sama , a on odchodzi do swojej dziewczyny.
Dopiero później , kiedy już siedzę sama w swoim pokoju , dociera do mnie co się stało.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie jest 7 rozdział , heh namęczyłam się nad nim trochę , ale czego nie robi się dla tak wspaniałych czytelniczek lub czytelników :D
Jak rozdział ? Podoba się czy nie ?
Przyjmę wszystkie uwagi te miłe i te mniej miłe..
17 komentarzy - 8 rozdział
Pozdrawiam :*
W drodze do restauracji myślę tylko o Bradley'u
Sabine zostawia samochód parkingowemu i ruszamy do restauracji. Sekundę później , kiedy widzę wielkie wykładane marmurem foyer , ogromne kwiatowe dekoracje i niesamowity ocean tuż za oknem. Takie miejsce , w które zabiera się raczek chłopaka , a nie mrukliwą bratanicę.
Hostessa prowadzi nas do nakrytego obrusem stołu przystrojonego migającymi świecami oraz solniczką i pieprzniczką , które wyglądają jak małe srebrzyste kamienie. Kiedy zajmuję miejsce i rozglądam się po sali , nie mogę uwierzyć , jak bardzo jest tu elegancko. Zwłaszcza w porównaniu z restauracjami , do których zwykle chadzam.
Gdy tylko ta ostatnia myśl przechodzi mi przez głowę , hamuję się. Nie ma sensu oglądać zdjęcia "przed" i "po" ani przeglądać w moim mózgu stron "jak wyglądało kiedyś życie". Choć oczywiście w obecności Sabine czasem trudno mi nie czynić porównań. Jest siostrą bliźniaczką mojego taty , wciąż mi o nim przypomina.
Sabine zamawia dla siebie czerwone wino , dla mnie wodę i razem przeglądamy karty , decydując się , co zamówić. Kiedy nasza kelnerka znika z zamówieniem, Sabine zakłada półdługie blond włosy za ucho , uśmiecha się ciepło i pyta:
- Jak tam twoje sprawy ? Szkoła ? Znajomi? W porządku ? - kocham ciotkę , nie zrozumcie mnie źle - i jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobiła. Ale to , że potrafi radzić sobie z dwunastoosobową ławą przysięgłych , wcale nie oznacza , że umie prowadzić rozmowy o niczym. Spoglądam więc na nią i odpowiadam :
- Tak , w porządku.
No dobrze , może sama też jestem w tym dobra. Sabine kładzie rękę na moim ramieniu , chcąc dodać coś jeszcze , ale zanim zdąży otworzyć usta , ja zrywam się z krzesła.
- Zaraz wrócę - mamroczę , prawie potykając się o dywan i biegnę - jak mi się zdaje - w stronę wejścia , nie zatrzymując się ani na chwilę . Po drodze ocieram się o kelnerkę , która rzuca mi przelotne spojrzenie i wiem już ,że wątpi , iż zdążę pobiec długim korytarzem i wrócić na czas.
Ruszam w kierunku , w którym nieświadomie mnie posyła i mijam po drodze korytarz pełen luster : wielkich , oprawionych w złoto luster , powieszonych w rzędzie. A jako , że dziś piątek w restauracji pełno jest gości.
Chwiejnym krokiem wchodzę do łazienki , łapię za krawędź marmurowej umywalki i próbuję złapać oddech. Ze wszystkich sił staram się skoncentrować na nakrapianych orchideach , perfumowanych mydłach i stosie mięciutkich ręczników leżących na wielkiej porcelanowej tacy. Powoli się uspokajam i odzyskuję równowagę. Przeczesuję dłonią włosy , poprawiam błyszczyk i wracam do stolika , zdecydowana spróbować jeszcze raz i poprawić ciotce humor.
Siadam na krześle , popijam łyk wody i uśmiecham się.
- Wszystko w porządku , naprawdę - kiwam jeszcze potakująco głową i dodaję - Powiedz , co ciekawego wydarzyło się u ciebie w pracy ? Masz w biurze jakichś fajnych facetów ?
***
Po kolacji czekam przed restauracją na Sabine , która stoi w kolejce , aby zapłacić za parking. Jestem tak zaabsorbowana oglądaniem rozgrywającego się przed moimi oczami dramatu między chłopakiem , a dziewczyną , że dosłownie podskakuję przestraszona , kiedy ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
- O, cześć - moje ciało zaczyna płonąć i drżeć , kiedy tylko nasze oczy się spotykają.
- Cudownie wyglądasz - odzywa się Bradley , omiatając spojrzeniem moją sylwetkę , sukienkę , buty i znów spoglądając mi w oczy. - Ledwie cię poznałem bez kaptura. - uśmiecha się.
- Smakowała ci kolacja ?
Kiwam głową , ale jestem tak zdenerwowana , że udaje mi się to tylko jakimś cudem.
- Widziałem cię w holu. Chciałem się przywitać, ale wyglądało na to , że bardzo się śpieszysz.
Patrzę na Bradley'a , zastanawiając się , co tu robi - sam , w piątkowy wieczór , w tak snobistycznym miejscu. Ubrany w ciemną marynarkę , czarną koszulę rozpiętą pod szyją , modne dżinsy i swoje ulubione buty - strój , który zdaje mi się nieco zbyt wyszukany na chłopaka , w jego wieku , a jednak Bradley wygląda doskonale.
- Mam gościa spoza miasta - dodaje , odpowiadając na pytanie , którego nie zadałam. I kiedy zastanawiam się , co powiedzieć , pojawia się Sabine. Przedstawiam ich sobie , jąkając się niemiłosiernie:
- Hm , Bradley i ja chodzimy razem do szkoły.
To właśnie Bradley sprawia , że pocą mi się dłonie , a żołądek zwija się w supeł i właściwie ostatnio myślę o nim...
- Właśnie przeniósł się tutaj z Birmingham - dodaję z nadzieją , że zaraz podjedzie nasz samochód.
- Och , słyszałam , że to piękne miasto. Zawsze chciałam tam pojechać.
- Sabine jest prawniczką , dużo pracuje - mamroczę pod nosem , wpatrując się intensywnie w kierunek , z którego powinien nadjechać samochód , za dziesięć...dziewięć...osiem..siedem..
- Jedziemy do domu , ale może się z nami zabierzesz ? Zapraszamy - proponuje właśnie ciotka.
Gapię się na nią w panice , nie wiedząc jak mogłam tego nie przewidzieć. Potem spoglądam na Bradley'a , modląc się , by odmówił.
- Dzięki , ale muszę wracać - odpowiada
Wskazuje kciukiem przez ramię i mój wzrok podąża w tym kierunku , zatrzymując się na pewnej nieziemsko pięknej rudowłosej kobiecie w obcisłej sukience i sandałkach na szpilce.
Nieznajoma uśmiecha się do mnie , ale bynajmniej nie uprzejmie. To tylko lekkie wygięcie pomalowanych na różowo ust - jednak spojrzenie ma dziwne odległe , nieobecne, tajemnicze. W wyrazie jej twarzy , ułożeniu podbródka jest coś złośliwego , jakby widok mnie i Bradley'a wydał się jej zabawny.
Odwracam się , by spojrzeć Bradley'owi w twarz i widzę ją nagle niebezpiecznie blisko swojej - dostrzegam jego rozchylone wilgotne usta. Bradley lekko muska mój policzek. Chwilę później stoję tam sama , a on odchodzi do swojej dziewczyny.
Dopiero później , kiedy już siedzę sama w swoim pokoju , dociera do mnie co się stało.
_________________________________________________________________________________
Nareszcie jest 7 rozdział , heh namęczyłam się nad nim trochę , ale czego nie robi się dla tak wspaniałych czytelniczek lub czytelników :D
Jak rozdział ? Podoba się czy nie ?
Przyjmę wszystkie uwagi te miłe i te mniej miłe..
17 komentarzy - 8 rozdział
Pozdrawiam :*
