środa, 31 grudnia 2014

Chapter 2

Chwilę przed tym , gdy wchodzi pani Smith , zdejmuję kaptur , wyłączam muzykę i zaczynam udawać , że czytam coś w książce. Nawet nie podnosząc wzroku , kiedy pani Smith oznajmia :
-Moi drodzy , to jest Bradley Simpson. Właśnie przeniósł się tutaj z Birmingham. Bradley , zajmij proszę ,wolne miejsce z tyłu , obok Marianne.
-Cześć - Bradley siada na krześle obok , zrzucając przy okazji mój plecak.
Kiwam głową , nie podnosząc wzroku wyżej niż do jego czarnych krótkich martensów. Pani Smith prosi , abyśmy otworzyli książki na stronie 134 , co sprawia , że Bradley pochyla się między ławką i pyta :
-Mogę zerknąć ?
Milczę , obawiając się jego bliskości , ale przesuwam lekturę na środek , aż prawie spada z ławki. A kiedy Bradley przysuwa krzesło , jeszcze bardziej zmniejszając przestrzeń między nami , umykam na krawędź siedzenia. Śmieję się cicho , ale jako , że wciąż na niego nie spojrzałam , nie wiem , co ten śmiech oznacza, zdaje się miły. Schylam się jeszcze bardziej , podpierając dłonią policzek i spoglądam na zegar. Próbuję ignorować wszystkie nienawistne spojrzenia i złośliwe komentarze , które reszta klasy kieruje w moją stronę , typu : Czemu ten cudowny , seksowny , przystojny nowy chłopak , musi siedzieć koło tego dziwadła ?!  Wiem , że wszyscy uczniowie tak mówią. Tylko nie pani Smith , która prawie tak bardzo jak ja pragnie , by ta lekcja szybko się skończyła. Akurat gdy o tym myślę rozbrzmiewa dzwonek.Podczas lunchu wszyscy rozmawiają już wyłącznie o Bradley'u. Idąc do stolika słyszę rozmowy o Bradley'u , typu : Widziałaś tego nowego , Bradley'a ? -Jest boski - I taki seksowny - Podobno przyjechał z Birmingham -Nie, z Hiszpanii - Dobra ,nie ważne - Muszę zaprosić go na Bal Zimowy - Nawet go jeszcze nie poznałaś - Nie martw się , poznam.-Ja cię nie mogę ! Widziałaś tego nowego, Bradley'a ?-Penelope siada obok mnie
- Błagam , ty też ? - potrząsam głową i wgryzam się w jabłko.
-Na bank tak byś nie mówiła , gdyby zdarzyło ci się na niego choć raz spojrzeć - odpowiada , wyjmując waniliową babeczkę z różowej tektury i zlizują lukier z wierzchu.
-Gadacie o Bradley'u ? - wtrąca się Connor , siadając koło nas na ławce i opierając łokcie na stole. Patrzy się to na mnie , to na Penelope.
-Gadałem z nim przed chwilą i wydaję się spoko gościem - mówi Connor
Penelope zerka na niego , mrużąc czarne oczy i pyta :
-O czym gadaliście ? -dopytuję Penelope
-Nie wiedziałem , że interesuję cię ktoś poza Gotami - mówi złośliwie
-Hah , śmieszne - odpowiada Penelope
-Nie widziałaś go ? - Connor gapi się na mnie ściskając kanapkę . A ja wpatruję się w stół. Może po prostu powinnam skłamać ? Robią taką aferę , że to prawdopodobnie jedyne wyjście. Tyle , że nie potrafię to moi najlepsi przyjaciele. Jedyni przyjaciele. Siedziałam obok niego na angielskim- odzywam się w końcu - Musieliśmy korzystać z jednej książki. Ale nie przyjrzałam mu się zbyt dobrze.
- M u s i e l i ś m y ?-Penelope odrzuca włosy do tyłu , żeby lepiej spojrzeć na wariatkę , która odważyła się wypowiedzieć to słowo - Rany , to chyba było dla ciebie naprawdę przykre , pewnie bardzo cierpiałaś - wzdycha przesadnie - Nie wytrzymam ty naprawdę nie masz pojęcia , jaką jesteś szczęściarą. Zupełnie tego nie doceniasz.
-Jaki tytuł miała ta książka ? - Con zdaje myśleć , że ma to jakieś głębsze znaczenie
-"Wichrowe Wzgórza"- wzruszam ramionami , kładąc ogryzek na serwetce i zawijając jej rogi.
Nagle rozbrzmiewa dzwonek , żegnam się z przyjaciółmi i ruszam do klasy. Kiedy wchodzę do klasy zauważam , że Bradley jest nie tylko w mojej grupie na angielskim , ale również na plastyce , a na dodatek zaparkował koło mnie przed szkołą. I choć do tej pory udawało mi się patrzeć wyłącznie na jego buty , wiedziałam teraz , że okres ochronny dobiegł końca. Po skończonych lekcjach udaję się z Penelope do mojego samochodu.
-Kurka wodna , on tam jest ! Dokładnie obok nas ! - dziewczyna wydaje z siebie pisk - Tylko popatrz na tę brykę lśniąca beemka , przyciemnione szyby. Cudo , istne cudo.Dobra , powiem ci , co zrobimy . Otworzę drzwi od swojej strony , niechcący walnę w jego auto i w ten sposób będę miała wymówkę żeby zagadać - odwraca się do mnie , czekając aż coś powiem
-Nie zadrapiesz ani mojego samochodu , ani jego samochodu , ani żadnego innego samochodu- kręcę głową i wyjmuję kluczyki od samochodu .
-Dobra - zgadza się Penelope - Możesz deptać moje marzenia , wszystko mi jedno , ale zrób coś dla mnie i na niego spójrz ! A potem popatrz mi oczy i przysięgnij , że Bradley nie wywołuje u ciebie gęsiej skórki i zawrotów głowy. Z irytacją podnoszę wzrok do nieba i wciskam się między własne auto , a kiepsko zaparkowanego garbusa. Kiedy próbuję otworzyć drzwi , Penelope ściąga mi okulary przeciwsłoneczne i biegnie na drugą stronę , skąd bynajmniej nie subtelnymi gestami próbuje zmusić mnie , bym spojrzała na stojącego z tyłu Bradley'a . Robię to więc. Przecież nie mogę unikać go do końca życia . Wzdycham głęboko i podnoszę głowę. A to , co widzę , zapiera mi dech w piersiach  i prawie pozbawia przytomności. I chociaż Penelope zaczyna do mnie machać , gapić się znacząco i dawać wszystkie możliwe sygnały , nie potrafię przestać się na niego patrzeć . Pewnie , że bym chciała , bo wiem , że zachowuję się jak kompletna kretynka , ale nadzwyczaj w świecie nie mogę. Nie chodzi tylko o to , że Bradley jest niezaprzeczalnie przystojny . Chodzi o to , że kiedy na mnie patrzy , kiedy podnosi ciemne okulary i spogląda mi w twarz , widzę jego oczy, które  są głębokie i ciemne - otoczone rzęsami tak gęstymi , że zdają się być sztuczne. I te usta! Wydatne , doskonale ułożone w łuk Amora.


3 komentarze:

  1. Zajebisty ten rozdzial , zreszta jak wszystkie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne to 'I te usta ! Wydatne, doskonale ulozone w luk Amora'

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu , ekstra to opowiadanie normalnie oderwac sie nie moglam i czytalam to pare razy pod rzad , cudownie piszesz!

    OdpowiedzUsuń