Mimo że ja i Bradley chodzimy razem na dwa kursy , siedzimy koło siebie na angielskim. Dlatego dopiero pod koniec plastyki , kiedy zebrałam już swoje rzeczy i kieruję się w stronę drzwi , ma okazję do mnie podejść.
Podbiega bliżej , przytrzymuje drzwi , a ja prześlizguje się obok ze wzrokiem wbitym w zimie i zastanawiam , jak mam odwołać dzisiejsze zaproszenie.
-Twoi znajomi proponowali , bym zajrzał do was wieczorem- odzywa się Brad , dopasowując krok mojego - ale niestety mi się nie uda.
- Och! - Tak bardzo mnie zaskoczył , że nie potrafię ukryć radości - Naprawdę ? Nawet na chwilę? - Staram się , by mój głos zabrzmiał trochę milej , bardziej przyjaźnie , jakbym naprawdę czekała na jego wizytę , choć i tak nie mogę nic zmienić.
-Nawet na chwilę. Do zobaczenia w poniedziałek. - rzuca, przyśpiesza kroku i rusza w kierunku swego auta , zaparkowanego w czerwonej strefie , którego silnik - nie wiem jakim cudem - już pracuje.
Gdy dochodzę do mojego auta , Connor już tam czeka ze skrzyżowanymi w obronnym geście rękami , przymrużonymi oczami i wyraźną irytacją oraz krzywym uśmieszkiem.
-Lepiej mi powiedz , o czym rozmawialiście , bo na nic dobrego mi to nie wyglądało - mówi , kiedy otwieram drzwi od swojej strony.
- Nie może przyjść wieczorem - Wzruszam ramionami , zerkam przez ramię i wrzucam wsteczny bieg.
- Ale co takiego powiedział , że nie może przyjść? - Connor wpatruje się we mnie.
- Nic.
Krzywy uśmiech jeszcze bardziej się krzywi.
- Serio, to nie mnie obarczaj winą za zepsuty wieczór. - Wyjeżdżam z parkingu na ulicę , ale kiedy czuję na sobie wzrok Connor'a , pytam: - No co ?
- Nic. - Podnosi brwi i wygląda przez okno. A po chwili spogląda na mnie i mówi : - Dobra, tylko obiecaj, że się nie wściekniesz.
Zamykam oczy i wzdycham. No i zaczynamy.
- Chodzi o to , że....Kompletnie cię nie rozumiem. Nie potrafię rozgryźć ciebie i tego, co robisz.
Nabieram powietrza , ale wolę nie odpowiadać. Głównie dlatego , że to mogłoby tylko pogorszyć sprawę.
- Po pierwsze , jesteś przecież absolutnie piękna, cudowna , oszałamiająca - tak mi się przynajmniej zdaje , bo trochę trudno to ocenić , gdy bezustannie skrywasz się pod paskudnymi bezpłciowymi bluzami. Przykro mi , Marianne , że to ja muszę ci to powiedzieć , ale cały twój image jest iście tragiczny , jakbyś chciała udawać bezdomnego. Głupio, że akurat ja będę posłańcem złych wiadomości , jednak umyślnie unikanie super przystojnego nowego chłopaka , któremu tak bardzo się podobasz , jest totalnie bez sensu.
Connor robi znaczącą pauzę , patrząc na mnie zachęcająco , ale ja czekam na to , co nastąpi za chwilę.
- Naturalnie, chyba że jesteś homo.
Skręcam w prawo , oddycham z ulgą .
- Bo wiesz , jeśli tak jest ,to wszystko w porządku - mówi Con. - śmieje się nerwowo jakbyśmy po raz pierwszy wchodzili w zakazane tematy.
Ale ja tylko kręcę głową i naciskam hamulec.
- To , że nie interesuję się Bradley'em , nie oznacza wcale , że jestem homo - mówię tonem nieco ostrzejszym , niżbym chciała.
- Wyobraź sobie , że ładna buzia czasem nie wystarczy , potrzeba czegoś jeszcze
Na przykład elektryzującego dotyku , głębokiego spojrzenia i uwodzicielskiego głosu , który ucisza wszystko dookoła..
- Chodzi o Penelope ? - Con nie wierzy w moją historyjkę.
- Nie. - Trzymam mocno kierownicę i wpatruje się w sygnalizator , marząc aby światło szybko zmieniło się na zielone, żebym mogła wysadzić Connor'a i mieć z głowy tą rozmowę.
Ale od razu wiem , że odpowiedziałam zbyt gorliwie , gdyż Con zaczyna od nowa:
- Ha ! Wiedziałem! Wiedziałem , że chodzi o Penelope - bo zaklepała go pierwsza. Nie mogę uwierzyć , że dałaś się tak wykołować. Czy do ciebie w ogóle dociera , że tracisz szansę na swój pierwszy raz z najfajniejszym facetem w szkole , a może na całej planecie , tylko dlatego , że Penelope sobie go "zaklepała" ?
- To śmieszne - mamroczę pod nosem. Kręcę głową , wjeżdżam w ulicę , przy której mieszka Connor , potem na jego podjazd i parkuję.
- A co? Nie jesteś dziewicą ? - Con wyraźnie bawi moja katorga - Coś przede mną ukrywasz ?
Rozbawił mnie tak , że nie potrafię już opanować śmiechu. Con patrzy na mnie przez chwilę , a potem bierze plecak i rusza do domu. Na chwilę jeszcze odwraca się i mówi ;
- Mam nadzieję , że Penelope doceni , jaką ma dobrą przyjaciółkę.
***
Koniec końców piątkowy wieczór został odwołany. No , może nie sam wieczór , tylko nasze plany. Po części dlatego , że młodszy brat Penelope , Austin nagle się rozchorował i tylko ona mogła się nim zająć , apo części z powodu taty Connor'a , który zaciągnął syna na mecz footbolowy i zmusił go , by włożył klubową koszulkę i zachowywał się jak prawdziwy kibic. A kiedy Sabine dowiedziała się , że siedzę sama w domu , ofiarowała się , że wróci wcześniej z pracy i zabierze mnie na kolację.
Wiedząc , że ciotka nie przepada za moimi bluzami i dżinsami , postanowiłam jakoś się odwdzięczyć za to wszystko , co dla mnie zrobiła i sprawić jej przyjemność . Włożyłam ładną czarną sukienkę , którą niedawno mi kupoiła , buty na obcasie , które miały pasować do stroju , a nawet pomalowałam usta błyszczykiem. Przełożyłam rzeczy ze szkolnego plecaka do małej torebki i zamieniłam kucyk na opadające fale.
____________________________________________________________________
Co sądzicie o tym rozdziale ? Bo mi osobiście się on nie podoba , poza tym nie miałam weny.
13 komentarzy - 7 rozdział ;)
KOMENTUJCIE ! KOMENTUJCIE! KOMENTUJCIE!
Podbiega bliżej , przytrzymuje drzwi , a ja prześlizguje się obok ze wzrokiem wbitym w zimie i zastanawiam , jak mam odwołać dzisiejsze zaproszenie.
-Twoi znajomi proponowali , bym zajrzał do was wieczorem- odzywa się Brad , dopasowując krok mojego - ale niestety mi się nie uda.
- Och! - Tak bardzo mnie zaskoczył , że nie potrafię ukryć radości - Naprawdę ? Nawet na chwilę? - Staram się , by mój głos zabrzmiał trochę milej , bardziej przyjaźnie , jakbym naprawdę czekała na jego wizytę , choć i tak nie mogę nic zmienić.
-Nawet na chwilę. Do zobaczenia w poniedziałek. - rzuca, przyśpiesza kroku i rusza w kierunku swego auta , zaparkowanego w czerwonej strefie , którego silnik - nie wiem jakim cudem - już pracuje.
Gdy dochodzę do mojego auta , Connor już tam czeka ze skrzyżowanymi w obronnym geście rękami , przymrużonymi oczami i wyraźną irytacją oraz krzywym uśmieszkiem.
-Lepiej mi powiedz , o czym rozmawialiście , bo na nic dobrego mi to nie wyglądało - mówi , kiedy otwieram drzwi od swojej strony.
- Nie może przyjść wieczorem - Wzruszam ramionami , zerkam przez ramię i wrzucam wsteczny bieg.
- Ale co takiego powiedział , że nie może przyjść? - Connor wpatruje się we mnie.
- Nic.
Krzywy uśmiech jeszcze bardziej się krzywi.
- Serio, to nie mnie obarczaj winą za zepsuty wieczór. - Wyjeżdżam z parkingu na ulicę , ale kiedy czuję na sobie wzrok Connor'a , pytam: - No co ?
- Nic. - Podnosi brwi i wygląda przez okno. A po chwili spogląda na mnie i mówi : - Dobra, tylko obiecaj, że się nie wściekniesz.
Zamykam oczy i wzdycham. No i zaczynamy.
- Chodzi o to , że....Kompletnie cię nie rozumiem. Nie potrafię rozgryźć ciebie i tego, co robisz.
Nabieram powietrza , ale wolę nie odpowiadać. Głównie dlatego , że to mogłoby tylko pogorszyć sprawę.
- Po pierwsze , jesteś przecież absolutnie piękna, cudowna , oszałamiająca - tak mi się przynajmniej zdaje , bo trochę trudno to ocenić , gdy bezustannie skrywasz się pod paskudnymi bezpłciowymi bluzami. Przykro mi , Marianne , że to ja muszę ci to powiedzieć , ale cały twój image jest iście tragiczny , jakbyś chciała udawać bezdomnego. Głupio, że akurat ja będę posłańcem złych wiadomości , jednak umyślnie unikanie super przystojnego nowego chłopaka , któremu tak bardzo się podobasz , jest totalnie bez sensu.
Connor robi znaczącą pauzę , patrząc na mnie zachęcająco , ale ja czekam na to , co nastąpi za chwilę.
- Naturalnie, chyba że jesteś homo.
Skręcam w prawo , oddycham z ulgą .
- Bo wiesz , jeśli tak jest ,to wszystko w porządku - mówi Con. - śmieje się nerwowo jakbyśmy po raz pierwszy wchodzili w zakazane tematy.
Ale ja tylko kręcę głową i naciskam hamulec.
- To , że nie interesuję się Bradley'em , nie oznacza wcale , że jestem homo - mówię tonem nieco ostrzejszym , niżbym chciała.
- Wyobraź sobie , że ładna buzia czasem nie wystarczy , potrzeba czegoś jeszcze
Na przykład elektryzującego dotyku , głębokiego spojrzenia i uwodzicielskiego głosu , który ucisza wszystko dookoła..
- Chodzi o Penelope ? - Con nie wierzy w moją historyjkę.
- Nie. - Trzymam mocno kierownicę i wpatruje się w sygnalizator , marząc aby światło szybko zmieniło się na zielone, żebym mogła wysadzić Connor'a i mieć z głowy tą rozmowę.
Ale od razu wiem , że odpowiedziałam zbyt gorliwie , gdyż Con zaczyna od nowa:
- Ha ! Wiedziałem! Wiedziałem , że chodzi o Penelope - bo zaklepała go pierwsza. Nie mogę uwierzyć , że dałaś się tak wykołować. Czy do ciebie w ogóle dociera , że tracisz szansę na swój pierwszy raz z najfajniejszym facetem w szkole , a może na całej planecie , tylko dlatego , że Penelope sobie go "zaklepała" ?
- To śmieszne - mamroczę pod nosem. Kręcę głową , wjeżdżam w ulicę , przy której mieszka Connor , potem na jego podjazd i parkuję.
- A co? Nie jesteś dziewicą ? - Con wyraźnie bawi moja katorga - Coś przede mną ukrywasz ?
Rozbawił mnie tak , że nie potrafię już opanować śmiechu. Con patrzy na mnie przez chwilę , a potem bierze plecak i rusza do domu. Na chwilę jeszcze odwraca się i mówi ;
- Mam nadzieję , że Penelope doceni , jaką ma dobrą przyjaciółkę.
***
Koniec końców piątkowy wieczór został odwołany. No , może nie sam wieczór , tylko nasze plany. Po części dlatego , że młodszy brat Penelope , Austin nagle się rozchorował i tylko ona mogła się nim zająć , apo części z powodu taty Connor'a , który zaciągnął syna na mecz footbolowy i zmusił go , by włożył klubową koszulkę i zachowywał się jak prawdziwy kibic. A kiedy Sabine dowiedziała się , że siedzę sama w domu , ofiarowała się , że wróci wcześniej z pracy i zabierze mnie na kolację.
Wiedząc , że ciotka nie przepada za moimi bluzami i dżinsami , postanowiłam jakoś się odwdzięczyć za to wszystko , co dla mnie zrobiła i sprawić jej przyjemność . Włożyłam ładną czarną sukienkę , którą niedawno mi kupoiła , buty na obcasie , które miały pasować do stroju , a nawet pomalowałam usta błyszczykiem. Przełożyłam rzeczy ze szkolnego plecaka do małej torebki i zamieniłam kucyk na opadające fale.
____________________________________________________________________
Co sądzicie o tym rozdziale ? Bo mi osobiście się on nie podoba , poza tym nie miałam weny.
13 komentarzy - 7 rozdział ;)
KOMENTUJCIE ! KOMENTUJCIE! KOMENTUJCIE!
Świetny ! Wracaj do zdrowia! ;)
OdpowiedzUsuńNext!
OdpowiedzUsuńSuper rozdział. Mam nadzieję, że Marianne da szansę Bradowi :)
OdpowiedzUsuńrozdział super czekam na następny =D
OdpowiedzUsuńświetny =D
OdpowiedzUsuńczekam na next <3
OdpowiedzUsuńczekam na next <3
OdpowiedzUsuńhttp://czasnamnie2015.blogspot.com/ - Zapraszam na mojego bloga. Dopiero co zaczynam więc =D
Next!
OdpowiedzUsuńFajny rozdziałek, czekam na dalsze losy. ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział , w sumie świetny blog. Ja chce nastepny rozdzial!
OdpowiedzUsuńŚwietny =D
OdpowiedzUsuńjest SUPER !!!
OdpowiedzUsuńCzekam na next !!!
OdpowiedzUsuńŚwietne!!! Kiedy następny ??? :)
OdpowiedzUsuń